Kontynuatorzy tradycji 12 Pułku Ułanów Podolskich

 

Ułańska legenda w realiach współczesności

Informacja własna - Wielce szczególna uroczystość miała miejsce w piątek, 9 maja br. (w dniu, w którym kiedyś obchodzono hucznie zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej), w Domu Białego Orła, w Niles. Był to bankiet zorganizowany przez członków tutejszego Polskiego Stowarzyszenia Historycznego (WWII Polish Army Historical Association), swoistych, duchowych spadkobierców 12 Pułku Ułanów Podolskich z własnego wyboru (pisaliśmy o nich w numerze z 18-20 kwietnia br. "Dziennika Związkowego") dla miejscowych kombatantów - z Koła 5 Dywizji Kresowej, Koła SPK 31 oraz wielu lokalnych sponsorów, usilnie wspierających ich działalność. Specjalnymi gośćmi na tym bankiecie była grupa zaproszonych na obchody 3 majowe w Chicago gości z Polski, reprezentujących Szwadron Jazdy Polskiej, legendarnych Ułanów Krechowieckich. Kiedy doszło do pożegnalnego, wspólnego zdjęcia zbiorowego, światkowie tego zdarzenia mieli pełną świadomosć uczestniczenia niemal w historycznej chwili - oto na koniec pałeczka patriotycznego pokolenia kombatantów II wojny światowej trafiła w ręce młodego pokolenia Polaków, mających kult dla polskiego munduru, którzy znalezli się w Chicago.

Przypomnijmy tylko, że powołane wiosną ub. roku Stowarzyszenie Historyczne Polskiej Armii podjęło decyzję kontynuowania tradycji, strojów wojskowych i insygni, głośnego 12 Pułku Ułanów Podolskich - w Ameryce, dla umocnienia więzi z wojskową przeszłością Ojczyzny, a także z patriotycznym duchem przodków. Na czele tej organizacji, która bierze udział w paradach i w uroczystościach wojskowych, tak w polonijnym, jak i amerykańskim środowisku stoją Grzegorz Dąbrowski i Andrzej Lisowski, a jej czlonkami sa takze: Tomasz Dąbrowski, Andrzej Jastrzębski, Piotr Latałło, Robert Kasperowicz, Kazimierz Kiluk, Tom Jałocha, Wojciech Jończyk, Andrzej Kostarkiewicz, Leszek Migacz, Jerzy Kozieł, Mike Błazejczak, Rafal Drwięga i Jarek Maculewicz, który (w nowym mundurze podjął się prowadzenia konferansjerki na bankiecie). Wszyscy oni stawili sie dzielnie na spotkaniu w imponujaco wygladajacych polskich battledressach z II wojny światowej, z odpowiednimi naszywkami, przypominającymi o formacji polskiej armii, do której przeszłości nawiazuja.

Grupa ta z wielkim sukcesem wystapiła na ubiegłorocznej i tegorocznej polonijnej paradzie 3 majowej w środmiesciu Chicago (w swoich mundurach, jadąc na motocyklach z przyczepami oraz jeepach z czasów II wojny światowej). Jeszcze większą wręcz atrakcją Parady stała się sprowadzona przez nich grupa polskich kolegów reprezentujących tradycje Szwadronu Jazdy Polskiej Ułanów Krechowieckich, którzy na koniach, z charakterystycznymi lancami zakończonymi biało-amarantowym proporczykiem stanowili przypomnienie tak pieknych kawaleryjskich tradycji! W jej skladzie wystąpili (i pojawili sie także na bankiecie w swoich mundurach): Dariusz Abramowicz, Mirosław Cimek, Marcin Pawlak, Bernard Raczkiewicz, Ireneusz Drozdek i Waldemar Radziwiło. Byli oni podobnie wielką ozdobą i magnetyzujacą panie atrakcją bankietu w Białym Orle. Nic dziwnego, że na parkiecie tanecznym dominowali właśnie oni i cieszyli sie wielkim wzięciem - z racji demonstrowanego szyku i niewątpliwego temperamentu, który zaskarbił im głośne oklaski i owacje.

Stosunkowo świeże zjawisko zainteresowania młodych Polaków w kraju i na emigracji barwami oraz mundurami pokoleń ojców i dziadków budzi coraz powszechniejszy aplauz, mimo akcentowanej przez niektórych pewnej kontrowersyjności sprawy. Chodzi o to, że barwy i odznaki zasłużnych, historycznych formacji przybierają dzisiaj ludzie przyciągnieci dawną sławą oraz nieodpartym urokiem wojskowego munduru, którzy nie sa cześcia dzisiejszych formacji militarnych, a tylko kregów hobbistycznych. Jest to jednak jedna strona zagadnienia, na które uwrażliwieni są głównie weterani i kombatanci, zdający sobie wszakże sprawę, że jeśli nie z tej właśnie strony - to z której innej oczekiwać mogą kontynuacji i przedłużenia swojej działalności i spuścizny? Stowarzyszenia i grupy wojskowych zainteresowań są caraz bardziej popularne w wielu krajach Zachodu, jak i w samych Stanach Zjednoczonych, gdzie podlegaja one centralnej organizacji zwierzchniej, Tactical Studies Group (TSG), patronującej dziesiątkom imprez plenerowych, odtwarzaniu w miejscach historycznych potyczek i bitew o legendarnym znaczeniu dla dzisiejszej publiczności amerykanskiej, podobnie jak paradom publicznym, w głównych miastach, z okazji świat kombatanckich i narodowej pamięci (Veteran Day, Memorial Day etc.).

Właśnie w niedawny weekend, z poczatkiem maja br., grupa Grzegorza Dąbrowskiego i Andrzeja Lisowskiego brała udział w takim "militarnym" zgrupowaniu i kilku inscenizacjach bitewnych w Lowell, w północnej Indianie, gdzie setki podobnych im entuzjastów w mundurach formacji brytyjskich, nowozelandzkich i amerykańskich - podobnie jak niemieckich, z czasów II wojny światowej, odtworzyły pokazowo starcie sił alianckich z niemieckimi - wiosną 1945 r. w trakcie zwyciezkiego marszu na Berlin. Trzeba uzmysłowić sobie znaczną skale wysiłków, a także wydatków, jakie wiąza się z przystąpieniem każdego ochotnika do historycznego stowarzyszenia omawianego typu. Każdy uczestnik indywidualnie odpowiedzialny jest za kupienie i utrzymanie nie tylko tradycyjnego munduru, ale także uzbrojenia i wyposażenia. Grupa natomiast kupuje potrzebny jej sprzęt wojenny, pojazdy, a często namioty i ekwipunek, konieczny do biwakowania na zgrupowaniach, takich jak np. w parku historycznym w Lowell, Indiana. A jednak setki i tysiące ludzi młodych garną się do tego ruchu rekonstruowania niedawnej jeszcze historii, o czym przekonać się można było składajac (jak niżej podpisany) wizytę na majowym zgrupowaniu w Buckley Homestead Park.

Co jest jednak najwyraźniejszym efektem powstania i coraz bardziej widocznej publicznej działalności Polskiego Stowarzyszenia Historycznego, to właśnie nawiaząnie bliskich, serdecznych więzi z żyjacymi w naszym środowisku prawdziwymi kombatantami II wojny światowej, a jest ich po 57 latach od zakończenia tamtych działań, jak wiemy, coraz mniej. Na bankiecie pojawiło się wprawdzie wcale ładne grono osób, reprezentujacych rózne formacje i organizacje, to przeciez wiemy i wydzimy sami jak topnieje ich pokolenie i jak dramatycznie szuka ono impulsu dla przedłuzenia swojej misji. Wspomnijmy wiec teraz najpierw o uczestnikach spotkania w Bialym Orle - prezesie 5 Kresowej Dywizji Piechoty, Czesławie Szymanskim, wiceprezesie Mieczysławie Bandurze, sekretarzu Kola SPK nr. 31 Jarzym Pasinskim, a takze gronie kombatantów: Zofii Biernadskiej, Stanisławie Drylichowskim, Tadeuszu Terlikowskim, Leszku Niedzwiedzkim, Michale Wala, Williamie Morka, Mieczysławie Banur, Jarzym Polanin, Irenie Letza, Jerzym Posinskim, Mieczysławie Pancewiczu, Arturze Latza czy Florianie Panieckim i szeregu innych, ktorych nazwisk nie udalo mi sie ustalić. Trudno tez pominać barwna postac prezesa "Pancerniakow", Władyslawa Lisa czy prezesa Zwiazku Ziem Zachodnich, Stanisława Wajdemana z malzonka. Dodatkowa ozdoba bankietu była popularna polonijna formacja mundurowa Stowarzyszenia Przyjaciół Ułanów Polskich im. T. Kosciuszki, z Edwardem Cyranem na czele.

Otóż rezultatem sympatycznego spotkania bankietowego w "Białym Orle", (które stało sie możliwe dzieki sponsorowaniu tego wieczoru i pomocy materialnej ze strony prezesa Związku Narodowego Polskiego, Edwarda J. Moskala) okazać się może wrecz tak wypatrywane i potrzebne naszym środowiskom wstąpienie dawnych kombatantów i nowych entuzjastów militarnych mundurów w bardziej zażyłe kontakty i bezpośrednią współpracę. Stowarzyszenie Historyczne Armii Polskiej otrzymało bowiem na tym bankiecie ze strony organizacji kombatanckich "oferte nie do odrzucenia" - wstąpienia do tamtych kół i środowisk na zasadach pełnych członków, dla wzmocnienia ich liczbowo i fizycznie, a w niedalekiej już przyszłości "przejęcia sterów", a zatem podjęcia i piastowania stanowisk w zarządach kurczących się organizacji kombatanckich, w celu zatrzymania procesu ich starzenia i kontynuowania ich patriotycznego programu, który ewidentnie łączy oba środowiska - nowo przybyłych oraz starszej, wojennej generacji. Być może jest to właśnie to rozwiazanie, na które czekały te grupy ludzi, a korzyść z nich i pożytek dla życia polonijnego i tamtych środowisk jest bezsprzeczny i wrecz - błogosławiony!

Wojciech A. Wierzewski